Szczęśliwie Florek wrócił ze swojego urlopu, gdzie tydzień cały wściekle paraszmacił w górach odległych i stawił się w garażu by dać swój najlepszy serwis od początku całej imprezy. Po wysłuchaniu istoty zagadnienia, powiedział, że problem leży w samym środku jego zainteresowań, jako że za młodu modelarzył z sukcesami i to na szczeblu wojewódzkim. Wziął młotek, kombinery, szlifierę i co tam jeszcze, by po 3/2h impulsowania, doginania i szlifowania dostarczyć upragniony kawałek blachy. Wspawaliśmy go bez zwłoki i zakończyliśmy manewry na ten dzień. Następnego dnia zostało wspawać dolne zakończenie i tu znowu Florek rozwinął cały kunszt, wykonując młotkiem i innymi podobnie działającymi narzędziami super profesjonalne przetłoczenie idealnie przedłużające kształt blachy zamontowanej powyżej. W tym czasie ja poleciałem ze spawaniem poszycia w miejscach gdzie było niepospawane, a Wujo Osa dosiadł szlifierki, by nadać temu zgrubne wykończenie. Wszystko to zdarzyło się między 22 a 27 marca 2010.


















